Wadera spytała się mnie czy chce zobaczyć
jej drugą połówkę. Zastanawiałem się co odpowiedzieć, ale Margaux
podjęła decyzję sama. Nagle mój wzrok zaczął odmawiać posłuszeństwa.
Zauważyłem tylko czarną postać drugiej Margaux i nagle zobaczyłem żółte
oczy. Nie widziałem już mej ukochanej, tylko tak jakby urywki wspomnień.
Nagle Margaux zapytała się mnie czy nadal chcę się z nią zadawać. Bez
zastanowienia odpowiedziałem tak ale ona nic nie słyszała. Po chwili
zorientowałem się, że mówię tylko w swoich myślach,a tak na prawdę nic
nie robię tylko stoję jak ten słup. Zauważyłem łzę w oku Ux.
- Margaux...- szepnąłem i chciałem zrobić krok, ale blokował mnie swój własny umysł.
Wadera nic nie słyszała. Ktoś panował nad mym umysłem. Warknąłem.
- Kim jesteś?!- warczałem- I dlaczego mi to robisz?!
- Przzzzyjemnie ci patrzzzzzeć jak ona cccierpiiii?- nie widziałem obcego ale go słyszałem.
- Nie!- warknąłem.
- To przzzzzyjrzzzzyj ssssię jak odlatuje...- zaśmiał się obcy.
Mój umysł ciągle bronił się przed niespodziewanym gościem pokazując mi
pewne obrazy. Krzak po mojej prawej i wredne, żółte oczy. Wszystko
działo się w mojej podświadomości. Wadera zaczęła odlatywać.
- Żeby nie było ci przzzykro dam ci wypowiedzzzzieć do niej czzzzzztery
ssssłowa porzzzegnania... sssss....- zasyczał i uwolnij mój umysł.
Padłem na ziemię wyczerpany.
-Zajrzyj w krzak!- wrzasnąłem do wadery.- Błagam!!!
Wadera odwróciła się,a ja poczułem ból w plecach jakby ktoś łamał mi
kręgosłup. Padłem na ziemię skamląc w niebo głosy. Tarzałem się po ziemi
jak opętany. Wiedziałem, że to wąż eskulopy wandi, który od dawna
prześladował moją rodzinę. Wadera podleciała do mnie nie wiedząc co mi
się dzieje. Nagle dostałem szczękościsku i piekącego bólu w żebrach. Coś
niszczyło mnie od środka. Ux nie wiedziała co robić.
-Z...j...r...y...j.........-mamrotałem przez zaciśnięte zęby.- W...z....a....k......!!!
Margaux cudem zrozumiała moje polecenie. Osunęła gałązki w krzaku i wtem ogromny wąż wyskoczył prosto na mnie.
To jego oczy widziałem. On uwięził mój umysł w moim własnym ciele. On
mnie torturował. Margaux wrzasnęła kiedy jego ogromne jadowe kły wbiły
się w mój bark. Ujrzałem zalewającą mnie kałużę krwi. Potem zapadła
ciemność. Wiedziałem tylko siebie i pustkę. Nagle bark zaczął piec,a
złoto pokryło ranę po ukąszeniu. Nie wiedziałem, że moja moc działa
nawet na mnie. Otworzyłem powoli oczy. Dochodziły do mnie stłumione
krzyki nie tylko Margaux ale także całej watahy. Półświadomie zerknąłem
na mój bark. Znajdowała się tam okropna, ślimacząca się ropą blizna, ale
również pozostałości po złocie. Węża nie było, a w pobliży mnie
siedziała Margaux...
<Margaux? Nie zostawiaj biednego Luck'a ...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz